Budzę się.
Pikanie. Regularne, natarczywe. Aparatura. Gdzieś w tle rozmowy – stłumione głosy, szybkie słowa.
Głowa pęka. Oczy pieką. Światło ostre, rozmazane. Białe plamy.
Gdzie jestem? I dlaczego mam wrażenie, że coś poszło bardzo nie tak?
Próbuję poruszyć ręką. Ciężka. Dotykam czoła – opatrunek. Zimny żel. Coś pod skórą pulsuje.
Ktoś mówi z oddali.
„Obudził się! Zawołaj porucznik Voss!”
Kroki. Ona podchodzi. Twarz kobiety, surowa. Oczy zmęczone.
„Reed. Słyszysz mnie?”

Reed. To ja? To imię brzmi obco. Jakby należało do kogoś innego. Próbuję mówić. Gardło suche.
„Gdzie…?”
Uśmiecha się, ale bez ciepła.
„Cieszę się, że wróciłeś do nas. Ledwo cię wyciągnęliśmy” – mówi cicho. „Jesteśmy na statku MDA-Kestrel, izba chorych, kurs powrotny na Ziemię.”
Nic nie pamiętam. Pustka.
„Co… się stało?”
Patrzy uważnie, jakby ważyła każde słowo.
„Misja. Mars.” Zawiesza głos. „Operacja »Red Shadow«. Musisz szybko dojść do siebie. Potrzebujemy cię. Musisz nam wszystko opowiedzieć.”
Implant pulsuje mocniej. Tępy ból rozlewa się w czaszce.
„Nic… nie pamiętam” – szepczę.
I nagle to brzmi bardziej jak wyrok niż informacja.
„Wiemy. Ale pliki są w tobie. Odzyskamy je.”
Świat wiruje. Mdli mnie. Ciemność wraca.
„Reed?”
Ale ja już odpływam.
Minęło parę godzin. Leki działają – głowa już nie pęka, myśli są klarowniejsze. Leżę w izbie chorych, ale czuję, że wracam do siebie. Stymulanty krążą w żyłach, adrenalina budzi ciało.
Porucznik Voss wraca. Siada obok.
„Pamiętasz już coś?” – pyta.
„Nic.”
Marszczy brwi.
„Musisz. Jesteś naszym najlepszym agentem.” Jej głos jest spokojny, ale twardy. „Twoja misja była kluczowa: infiltracja ośrodków decyzyjnych na Marsie. Sprawdzenie, czy pogłoski o niepodległości i zbrojnych przygotowaniach są prawdziwe. Wszystko jest zapisane w twoim implancie.” Dotyka mojej skroni.
„Zostałeś ranny w głowę podczas ewakuacji. Stąd amnezja.”
Przenoszą mnie do sąsiedniego pomieszczenia – pełnego aparatury. Skanery, monitory, kable. Zimne, sterylne światło.
„Nie będzie bolało” – mówi Voss. „Dostałeś blokadę bólu. Spróbujemy odczytać strumień wspomnień. Odtworzyć twoją misję. Ale potrzebujemy twojej współpracy. Szczegóły wrócą, jeśli się skupisz.”
„Od tego zależy przyszłość. Stosunki z Marsem. Może całej cywilizacji.” Brzmi jak coś, czego nie powinno się mówić komuś,kto nie pamięta nawet własnego imienia. „Nie możemy pozwolić na ich niepodległość. Jeśli pogłoski są prawdziwe – musimy działać szybko.”
„Postaram się” – odpowiadam. „Ale serio… pustka.”
Podłączają elektrody. Skaner zawisa nad głową. Czuję chłód metalu na skórze.

„To jak symulacja” – dodaje.
„Robiłeś to na treningach. Implant przechowuje wszystko. My tylko pomagamy twojemu mózgowi to odczytać.”
„Gotowy?”
„Chyba tak.”
Uruchamiają procedurę. Prądy w mózgu – delikatne, ale natarczywe. Skaner przeczesuje neurony, szuka połączenia z implantem.
Otoczenie znika. Światło gaśnie.
Fragmenty wracają. Chaotyczne. Potem ostrzejsze.
Początek misji. Kopuła EOS. Strój technika. Przykrywka. Napięcie ściska gardło.
Zaczynam pamiętać.
Strumień wspomnień:
Odzyskane dane:
Przypomnij sobie:
Wracam powoli. Najpierw dźwięk aparatów, potem światło pod powiekami. Otwieram oczy.
Biała kabina medyczna. Technicy pochylają się nad konsolami. Nad nimi porucznik Voss.
„Spokojnie, Reed. Procedura się udała.” Zerka na wykresy. „Wygląda na to, że udało się odzyskać zapis twoich wspomnień.”
Podchodzi bliżej ekranu.
„W twoim implancie widzę kilka ogromnych archiwów danych. Mapy, nagrania, dokumenty.” Robi krótką pauzę. „Jestem pod wrażeniem. Dobra robota.”
Czuję, że umysł mam znowu jasny. Już nie urywki. Pamiętam wszystko. Kopuły, fabryki, Red Dawn, „EOS-Red”, projekt deklaracji. Pamiętam Sarę. Jej słowa. Jej wiarę w to, że Mars zasługuje na własny los.
„Teraz musimy zgrać te pliki z twojego implantu do systemu MDA” – mówi Voss. „Potem wyślemy pakiet na Ziemię. Inni przejmą sprawę. Wyłapią struktury, zabezpieczą kluczowe punkty. Zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.”
Wiem, co to oznacza. Aresztowania. Likwidacja przywódców. Wzmocnienie nadzoru. Kolejne „akcje stabilizacyjne”. Mars nie dostanie nawet chwili na to, by spróbować mówić własnym głosem.
Patrzę na twarze techników. Na Voss. Dla nich to po prostu kolejna operacja. Kolejny raport do odhaczenia.
A ja widziałem nadzieję ludzi na Marsie. Wiarę w przyszłość, którą próbują zbudować pod ciężarem kontroli Ziemi. I zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę chcę być narzędziem do zdławienia tego wszystkiego.

Na konsoli pojawiają się parametry transferu.
„Za chwilę rozpoczniemy procedurę” – uprzedza Voss. „Możesz poczuć mrowienie, zawroty głowy. To normalne przy takim wolumenie danych.”
Setki petabajtów. Wszystko, co odkryłem, ma zostać przepisane do sieci MDA.
Jeśli pozwolę na transfer, zrobię dokładnie to, do czego mnie wyszkolono. Ziemia dostanie komplet informacji. Mars zostanie „ustabilizowany”.
Jeśli jednak przerwę procedurę… dane przepadną. Może razem z nimi część mnie. Zdrowie. Wspomnienia.
Ale Mars zyska czas. Szansę.
To wybór między porządkiem a sprawiedliwością. Między lojalnością wobec systemu a odpowiedzialnością za to, co widziałem na własne oczy.
Voss pochyla się nad panelem.
„Zaczynamy transfer.”
Jeśli mam cokolwiek zrobić, to teraz.
Od mojej decyzji może zależeć przyszłość całej planety. I po raz pierwszy naprawdę rozumiem, że mogę za to zapłacić nie tylko karierą.
Pozwalam procedurze ruszyć.
Najpierw delikatne mrowienie, potem narastające ciepło. Implant pracuje na granicy wydolności. Setki petabajtów danych przepływają przez mój mózg do systemów MDA. Trwa to długo. Zbyt długo. Robi mi się niedobrze. Świat faluje, obraz traci ostrość.
W końcu wszystko cichnie.
Transfer zakończony.
Operacja „Red Shadow” zostaje formalnie zamknięta. Czuję ulgę. Ten znajomy stan po dobrze wykonanej misji.
A jednak coś nie daje spokoju. Nie dlatego, że mogłem się pomylić. Tylko dlatego, że wiem, że nie próbowałem tego sprawdzić.
Wiem, że to, co przekazałem, uruchomi lawinę. Wcześniej administracja MDA miała tylko szczątkowe informacje: plotki, niepotwierdzone sygnały, pojedyncze incydenty. Ruch niepodległościowy wydawał się odległym zagrożeniem, czymś, co można kontrolować rutynowymi środkami.
To, co odkryłem na Marsie, zmieniło wszystko.
Moja misja uruchomiła spiralę wydarzeń, o których dowiedziałem się dopiero później. MDA rozpoczęła bezwzględne działania. Aresztowania, czystki, blokady informacyjne. Ruch Red Dawn odpowiedział zbrojnie. Przez chwilę mieli inicjatywę — przejęli kilka instytucji, zatrzymali transporty surowców na Ziemię.
Ale tylko na chwilę.
Walki trwały kilka miesięcy. Dokładnie tyle, ile potrzeba było, by przerzucić wojska z Ziemi na Marsa. Potem wszystko się zmieniło.
Rozpoczął się terror.
Oglądałem te wydarzenia w transmisjach wideo. Nie czułem triumfu. Raczej ciężar. Gorycz, której nie potrafiłem nazwać.

Kierownictwo nie dało mi jednak czasu na refleksję. Szybko przywrócono mnie do pełnej sprawności. Otrzymałem bardzo wysokie noty za operację marsjańską. Oficjalnie — wzorowy agent. Bohater.
Niedługo później dostałem nowe zadanie: infiltracja chińskiej podziemnej bazy na Grenlandii.
„Poczekaj.”
Podnoszę rękę w stronę Voss.
„Jest jeszcze coś, co muszę sobie przypomnieć. Daj mi chwilę.”
Zamykam oczy. Łączę się mentalnie z implantem. Znam procedurę ze szkoleń, ale nigdy nie widziałem jej w użyciu. Jest skrajnie niebezpieczna. W większości przypadków kończy się trwałym uszkodzeniem mózgu.
To awaryjny mechanizm. Ostatnia linia obrony. Jeśli agent z implantem wpada w ręce wroga — może zniszczyć zapis. Przepalenie układów. Dane znikają.
Wiem, że jeśli tego nie zrobię, Ziemia rozpocznie terror na Marsie.
Nie byłem tam długo. Ale wystarczająco, by zrozumieć, że to miejsce… ma sens. Ci ludzie. Ich upór. Ich nadzieja. Sara.
Muszę dać im szansę. I strasznie nie chcę za to umrzeć.
„Dlaczego?” — pyta Voss. „O co chodzi?”
Nie odpowiadam. Bo jeśli otworzę usta, to się rozmyślę. Aktywuję procedurę.
Implant reaguje natychmiast. Sekwencje kasowania i zapisu uruchamiają się cyklicznie. Coraz szybciej. Pamięć się przegrzewa. Czuję ból. Ostry. Narastający. Agonia trwa długo.
A potem… cisza.

„Co ty zrobiłeś?!” — krzyczy Voss.
„Uruchomiłeś procedurę destrukcji?!”
Nie potrafię odpowiedzieć.
Zapadam w letarg.
Tym razem utrata pamięci jest trwała.
Operacja „Red Shadow” zakończyła się niepowodzeniem z powodu awarii implantu pamięci agenta.
Po powrocie na Ziemię Agent Reed został zdegradowany, a następnie skierowany na wcześniejszą emeryturę. Uszkodzenia mózgu były zbyt rozległe, by mógł mieć jakąkolwiek wartość operacyjną. Oficjalnie nigdy nie uznano go za zdrajcę.
W ostatnich latach życia często oglądał transmisje z Marsa. Po proklamacji niepodległości doszło do krótkiego, skutecznego powstania wojskowego zakończonego ultimatum. Ziemia musiała ustąpić — zrezygnować z kontroli i zgodzić się na partnerskie warunki.
Reed wyraźnie kibicował ludziom z Marsa. Dla otoczenia był tylko nieco zagubionym dziwakiem, mamroczącym czasem pod nosem: „mój drogi Mars”.
Nikt nie wiedział, że miał cokolwiek wspólnego z wydarzeniami z 2069 roku. Zmarł w 2078 roku w domu spokojnej starości dla weteranów wojskowych w Kalifornii.
Kolonia Ares Prime. Kopuła EOS.
Wspomnienie wraca jak przez zakłócenia. Korytarz serwisowy. Starszy technik kilka kroków przede mną.
Mój oddech zbyt równy jak na to, co zaraz zrobię.
W sanitariacie działam instynktownie. Jeden chwyt. Cisza.
Przebieram się w jego kombinezon. Zabieram identyfikator.
[Nowy przedmiot: Identyfikator]
Jestem tu pod przykrywką. Jako agent Mars Development Authority — MDA — mam jedno zadanie: sprawdzić, czy marsjańskie grupy oporu naprawdę szykują coś większego.
Wchodzę do windy.
Muszę wybrać właściwy poziom.
Poziom -2. Dział kadr. Szkło, cisza, panele dostępu.
Skanuję identyfikator przy pierwszych drzwiach. Odmowa. Brak uprawnień.
Krążę jeszcze chwilę, udając rutynowy obchód. Wracam do windy.
Zjeżdżam na -3: zasilanieZjeżdżam na -2: HRZjeżdżam na -8: serweryPoziom -3. Sekcja zasilania. Hałas przetworników. Zapach ozonu. Migające wskaźniki.
Podpinam się do terminala serwisowego.
Nie mam pełnych uprawnień, więc uruchamiam własne narzędzia: obejście autoryzacji, cicha eskalacja, maskowanie logów.
Przeglądam mapy połączeń i listy personelu. Szukam punktów zaczepienia.
Czuję czyjąś obecność za plecami.
Kroki. Zatrzymuje się zbyt blisko.
Mężczyzna. Twardy głos. Spojrzenie nadzorcy.
Nadzorca: Kim jesteś? Co tu robisz?
Nadzorca odchodzi.
Oddycham dopiero, gdy jego kroki nikną w hałasie instalacji.
Wracam do terminala. Kończę zgrywanie danych: personel, struktura działów, dostępy.
[Plik zapisany: Dane personalne]
Pakuję wszystko do implantu. Zacieram logi, wyłączam ślady mojej obecności.
Opuszczam kopułę inną trasą.
Dopiero w bezpiecznym miejscu analizuję materiały. Historia zatrudnienia, kompetencje, profile psychologiczne.
Mam to, czego potrzebuję, by wejść głębiej.
Teraz muszę wybrać kogoś, kto nie wzbudzi podejrzeń, a ma dostęp do wrażliwych informacji.
Sięga po komunikator.
Nie mam czasu. Jeden ruch, blokada nadgarstka, uderzenie w krtań.
Osuwa się bez dźwięku. Wciągam go do szafy serwisowej.
Wracam do terminala. Zgrywam dane w pośpiechu: personel, działy, uprawnienia.
[Plik zapisany: Dane personalne]
Pakuję wszystko do implantu. Czyszczę logi najlepiej, jak potrafię.
Znikam z kopuły inną trasą.
Dopiero w bezpiecznym miejscu analizuję materiały. Historia zatrudnienia, kompetencje, profile psychologiczne.
To wystarczy, by znaleźć wejście do środka.
Teraz muszę wybrać właściwą osobę.
Próbuję podejścia przez Kate.
Pielęgniarka. Oficjalna, zamknięta, trzyma dystans.
Udaję problem zdrowotny, szukam pretekstu do rozmowy.
Bez efektu.
To nie ten typ. Tracę czas.
Wybieram Sarę (geologia)Wybieram Kate (medycyna)Wybieram Petera (IT)Kilka dni później.
Kafeteria w kopule.
Widzę Sarę przy automacie z kawą. Udaję pośpiech, potrącam ją, rozlewam napój.
Przepraszam. Odkupuję kolejną. Siadamy razem.
Mówi o badaniach geologicznych, o strukturach pod kopułami, o tym, jak Mars wciąż ją zaskakuje.
Jest otwarta, uważna. Uśmiecha się lekko.
I po raz pierwszy od dawna mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, a nie z celem.
Wieczorem spotykamy się w barze.
Rozmowa płynie. Słucham więcej, niż mówię.
Nigdy nie byłem dobry w takich sytuacjach.
Muszę wybrać, jak poprowadzić tę rozmowę.
Stawiam drinka, rzucam kilka żartów.
Jest miło. Nawet swobodnie.
Śmiejemy się, poznajemy się powierzchownie.
Nawiązuje się kontakt, ale rozmowa krąży wokół rzeczy bezpiecznych i nieistotnych.
Rozmawiam o pracy i MarsiePróbuję ją poderwaćPytam o niepodległośćRozmowa schodzi na głębsze tematy.
Sara mówi o wyzysku. O miliardach eurodolarów, które Ziemia zarabia na marsjańskich surowcach sprzedawanych kolonii po zaniżonych cenach.
O podatkach. O kontroli. O poczuciu bycia tylko zapleczem.
Rejestruję wszystko w implancie.
W pewnym momencie wychodzi do toalety.
Zostawia torebkę.
Mam kilka sekund. Kopiuję dane z jej karty dostępu do kwatery.
Wraca.
Rozmowa toczy się dalej. Ciszej. Poważniej.
Czuję, że jest blisko powiedzenia czegoś więcej.
Patrzy na mnie uważnie.
Sara: A ciebie co sprowadza na Marsa?
[Plik zapisany: Nagranie rozmowy]
Następnego dnia czekam, aż Sara wyjedzie w teren.
Drzwi do jej kwatery ustępują po sklonowanym kluczu.
Cisza. Zapach kurzu i metalu.
Włamuję się do terminala. Szybkie obejście. Brak alarmów.
Przeglądam skrzynki, zaszyfrowane katalogi, prywatne notatki.
Trafiam na korespondencję z siecią Red Dawn. Nazwiska, trasy, punkty kontaktowe.
Jedno nazwisko wraca regularnie: Marcus Vale.
Polityk. Twarz umiarkowanych reform.
W wiadomościach mówią o operacji „EOS-Red”.
To nie są hasła. To przygotowania.
Kopiuję wszystko do implantu.
Muszę to przeanalizować sam, z dala od tej kopuły.
[Plik zapisany: Korespondencja Sary]
[Plik zapisany: Nagranie rozmowy]
Następnego dnia czekam, aż Sara zniknie w porannym transporcie terenowym.
Jej drzwi poddają się sklonowanemu kluczowi.
W środku pusto. Chłodno.
Włamuję się do terminala brutalnie, bez finezji.
Pliki osobiste. Zaszyfrowana korespondencja. Rozmowy z ludźmi z Red Dawn.
I jedno nazwisko, które przewija się wciąż: Marcus Vale. Polityk.
Rozmowy o operacji „EOS-Red”. Coś dużego.
W osobnym wątku trafiam na informację o spotkaniu: niedziela. Bar „Red Dust”.
Zgrywam wszystko do implantu.
[Plik zapisany: Korespondencja Sary]
Jeśli chcę zrozumieć skalę tego spisku, muszę iść głębiej.
Przeglądam jej wiadomości.
Trafiam na korespondencję z córką.
Zdjęcia miast na Ziemi. Dzielnice pod wodą. Ewakuacje.
Tęsknota. Strach. Prośby o wyrwanie się stamtąd.
To już nie polityka.
To życie.
Włamuję się na serwery Red DawnAnalizuję dane SaryAtakuję skrzynkę MarcusaW mojej kwaterze łączę się z węzłami Red Dawn.
Tysiące plików. Manifesty. Raporty z komórek w innych kopułach.
Chaos informacji.
Dopiero głębiej trafiam na odizolowany segment sieci.
Ukryty. Zaszyfrowany. Bez publicznych indeksów.
Próbuję wejść.
System żąda frazy dostępu.
System: Podaj frazę dostępu.
Struktura katalogów zmienia się w jednej chwili.
Widzę plany. Mapy połączeń. Raporty operacyjne.
Idę głębiej.
Schematy podziemnych fabryk.
Linie montażowe broni orbitalnej. Bojowe drony. Magazyny amunicji.
Produkcja rozproszona pod kopułami, w strefach wydobycia, poza głównymi szlakami.
Ziemia nie ma pojęcia o tej skali.
Implant zapisuje dokumenty.
[Plik zapisany: Tajne plany]
Nie mogę wziąć wszystkiego.
Muszę wybrać, czego szukam głębiej.
Śledzę strumienie pieniędzy.
To ogromne sumy.
Widzę korporacje z Ziemi. Producentów sprzętu wojskowego.
Inwestują po obu stronach.
Wojna to dla nich biznes.
Kopiuję dane, ale nie zbliża mnie to do sedna.
Szukam operacji „EOS-Red”Analizuję przepływy finansoweKopiuję całe repozytoriumW końcu trafiam na to, czego szukałem.
Operacja „EOS-Red”.
Plan uderzenia w infrastrukturę MDA: terminal przeładunkowy surowców, węzły komunikacyjne, centrum sił bezpieczeństwa planety. Harmonogram na „Dzień Zero”. Lista celów, kolejność ataków, logistyka.
To nie jest sabotaż. To początek otwartego konfliktu.
Zapisuję wszystko w implancie. [Plik zapisany: Operacja „EOS-Red”]
Czuję ciężar tej chwili. Mam dowód. Mam całość. Dokładnie po to tu byłem.
Przeglądam kolejne raporty.
Widzę skalę rozwoju Marsa: nowe technologie, własną produkcję, autonomiczne systemy. Na Ziemi o tym nie słyszałem.
W dokumentach powtarza się jedno: narastająca wrogość wobec MDA i potrzeba zerwania kontroli.
Idę na spotkanie w Red DustSprawdzam inne plikiŚledzę system na żywoNiedziela wieczór. Bar „Red Dust”.
Czerwone światło, niski szum rozmów, zapach alkoholu i pyłu znad powierzchni Marsa.
Spotykam Sarę. Pijemy wino. Udaję jednego z nich. Pytam, kiedy zaczynamy.
Mówi cicho, że wszystko zależy od jednego człowieka — przewodniczącego Marcusa Vale’a. Bez jego decyzji nic się nie wydarzy.
Wspomina o dokumencie, który ma nadać temu sens — projekcie deklaracji niepodległości. Nie jest publiczny. Krąży tylko w wąskim kręgu.
Gdy zostanie ogłoszony, Mars przestanie udawać kolonię.
Nagle na ścianie miga komunikat systemowy.
Alert bezpieczeństwa.
„Poszukiwany pracownik: Victor Hale”.
Serce przyspiesza.
Zostaję przy barze i nasłuchuję.
Ludzie mówią półsłówkami: o gniewie, podatkach, końcu kontroli MDA. Coraz częściej przewija się szept o „dokumencie, który wszystko zmieni”.
Czuję jednak, że służby są blisko. To miejsce przestaje być bezpieczne.
Kończę spotkanie i znikamZostaję jeszcze chwilęDopytuję o dokumentyNie ma już czasu.
Projekt deklaracji niepodległości musi trafić do mnie. To dowód, którego Ziemia nie zignoruje.
Docieram do osobnego skrzydła administracji publicznej. Cisza. Ochrona. Kamery.
Drzwi z nazwiskiem: Marcus Vale.
Pukam i wchodzę bez czekania.
Jest zaskoczony. Patrzy na mnie uważnie.
Mówię spokojnie, technicznym tonem: awaria zabezpieczeń, próba zdalnego włamania, konieczna natychmiastowa aktualizacja terminala.
Jeśli mi uwierzy — dostanę dostęp.
Jeśli nie — to już nie będzie rozmowa.
Marcus Vale: Kim pan jest? Czego pan ode mnie chce?
Vale wychodzi na naradę. Zanim drzwi się zamkną, rzuca:
„Masz dziesięć minut.”
Siadam przy jego terminalu.
Jest.
Projekt deklaracji niepodległości Marsa. Pełna treść. Lista sygnatariuszy. Data ogłoszenia.
Kopiuję wszystko do implantu. [Plik zapisany: Deklaracja niepodległości]
Na ekranie pojawia się nowy komunikat:
ALERT BEZPIECZEŃSTWA.
Kamery zaczynają śledzić mój ruch.
Wysyłam zaszyfrowany sygnał do stacji orbitalnej MDA. Żądam pilnej ekstrakcji z lądowiska.
Potwierdzenie: brak.
Wysyłam ponownie.
W końcu odpowiedź:
„Ekstrakcja potwierdzona. Czas: 20 minut.”
Dwadzieścia minut, by wydostać się z centrum administracji i dotrzeć do punktu odbioru.
Nie kupuje mojej historii. Sięga po komunikator.
Nie mam wyboru.
Jedno uderzenie. Krótkie. Brutalne.
Osuwa się przy biurku.
Dopadam do terminala.
Jest.
Projekt deklaracji niepodległości Marsa. Pełna treść. Lista sygnatariuszy. Data ogłoszenia.
Zgrywam wszystko do implantu. [Plik zapisany: Deklaracja niepodległości]
Na ekranie pojawia się:
ALERT BEZPIECZEŃSTWA.
Kamery już mnie mają.
Wysyłam zaszyfrowany sygnał do stacji orbitalnej MDA. Żądam natychmiastowej ekstrakcji z lądowiska.
Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast:
„Ekstrakcja potwierdzona. Czas: 20 minut.”
Od tej chwili to już nie jest misja.
To ucieczka.
Zrzucam bluzę technika i zakładam marynarkę Vale’a. Zabieram jego identyfikator.
Przez chwilę wyglądam jak ktoś, kogo nie powinni zatrzymywać.
Wiem jednak, że to tylko gra na czas.
Szukam wyjścia technicznegoZmieniam wygląd i tożsamośćBiegnę do stacji kolejkiZnajduję wyjście techniczne.
Śluza awaryjna.
Zanim wyjdę na zewnątrz, muszę się przygotować.
Pod ścianą stoją automaty ze skafandrami — krótkoterminowe zestawy dla personelu. Procedura jest prosta. Ćwiczyłem to na szkoleniach.
Kombinezon. Uszczelnienie. Tlen.
Po drugiej stronie — otwarta przestrzeń Marsa.
Czerwony pył. Niskie niebo.
Absolutna cisza.
Wsiadam do najbliższego pojazdu zwiadowczego i ruszam w stronę lądowiska.
Po pięciu minutach szalonej jazdy jestem już prawie na miejscu.
I wtedy ich widzę.
Marsjańskie służby bezpieczeństwa. Drony patrolowe. Reflektory. Stanowiska ogniowe.
Reakcja szybka. Zbyt profesjonalna.
Ktoś musiał przechwycić mój sygnał.
Porzucam pojazd — za łatwy cel.
Dalej muszę iść pieszo.
Punkt odbioru jest tuż przede mną.
Jak się przedrę?
Zeskakuję z otwartego terenu i chowam się między skałami.
Oddycham spokojnie. Liczę sekundy.
Patrzę w niebo. Minęło już prawie dwadzieścia minut.
Wtedy go widzę.
Nisko lecący, zamaskowany statek z logiem MDA. Schodzi do lądowania dokładnie nad punktem odbioru.
Są blisko.
Jeśli teraz wyjdę z ukrycia, to będzie ostatni sprint.
Trzymam się wyznaczonej trasySzukam osłonyZawracamWychodzę z osłony i biegnę.
Światło reflektorów tnie pył.
Drony.
Strzały.
Widzę sylwetki moich ludzi — MDA. Czarne kombinezony. Precyzyjny ogień.
Ktoś krzyczy moje imię.
Czuję uderzenie w bok. Tracę równowagę, ale biegnę dalej.
Błysk.
Dym.
Silne ręce chwytają mnie i wciągają za osłonę kadłuba.
Potem tylko ciemność.
Ostatnia myśl: wszystko, co odkryłem… jest zapisane w mojej głowie.
Reszty już nie pamiętam.
Please comment.
Cool game bro ! <3
Fajne nawet. Czytałem kiedyś książkę taką; grę książkową.